O nieprzydatności konserwatyzmu

31.03.2025

O nieprzydatności konserwatyzmu

Konserwatyzm pozycjonuje się zazwyczaj na przeciwległym postępującemu liberalizmowi skraju politycznego spektrum. Wydawałoby się więc, że jest naturalną zarodnią a w każdym razie naturalnym sojusznikiem Antysystemu i że jego adepci powinni się naturalnie osuwać ku postawie antysystemowej. Empiryczna obserwacja rzeczywistych konserwatystów przeczy jednak trafności takiej prognozy.

Strach przed Barbarzyństwem

Na płaszczyźnie polityki światowej konserwatyści praktycznie zawsze pozycjonują się przeciwko tym ośrodkom siły które, wydawałoby się, powinny być przez nich postrzegane jako naturalny sojusznik ich antyliberalnej sprawy. Konserwatyści zawsze są jednak wrogami Rosji, islamu, Chin i ruchów etnopogańskich, pomimo faktu że ośrodki te – tak jak konserwatyzm na Zachodzie – opierają się zachodniemu liberalizmowi, że państwa przez nie upostaciawiane są bardziej konserwatywne niż państwa zachodnie, oraz że ludy i kraje je reprezentujące są bardziej tradycyjne niż ludy i kraje zachodnie.

Nie jest to przy tym naturalny dystans czy nawet wrogość wynikające z odmienności kulturowych, lecz negatywny stosunek osadzony dużo głębiej i dużo mocniej, wywołujący przez to niechęć dużo bardziej żywiołową niż mogłoby to wynikać z odmienności wyznania, języka czy tradycji. Rosja, islam, cywilizacja Dalekiego Wschodu i etnopogaństwo są dla konserwatysty wrogiem większym niż liberalizm. Postawiony wobec konfliktu zachodniego liberalizmu z podmiotem którejś z wymienionych kategorii, konserwatysta zawsze stanie po stronie zachodniego liberalizmu.

Postawa ta charakteryzuje zarówno znanych mi osobiście i aktywnych na platformach społecznościowych konserwatystów, jak i historycznych przedstawicieli tego nurtu – np. pruski konserwatywny tradycjonalista Ernst Ludwik von Gerlach (1795-1877) bał się rosyjskiego absolutyzmu, podobnie hiszpański konserwatysta Juan Donoso Cortés (1809-1853), nawet Joseph de Maistre (1753-1821), który w epoce napoleońskiej znalazł schronienie w Sankt-Petersburgu, bardziej interesował się katolickim papiestwem niż krajem swojego pobytu (pomijam tu polski konserwatyzm, ponieważ cała polska tożsamość narodowa rozwijana była jako tożsamość anty-Rosji, polski konserwatyzm spaczony jest zatem polskimi uprzedzeniami narodowymi).

Wrogość zachodnich konserwatystów wobec Wschodu, pogaństwa i islamu da się w gruncie rzeczy opisać na wspólnym mianowniku wrogości wobec „barbarzyństwa”. W zachodnim dyskursie określano tym mianem społeczności „półcywilizowane”, czyli o słabiej rozwiniętej technologii i mniej złożonej strukturze (choć przekonanie o tym ostatnim było zazwyczaj błędne) niż społeczeństwa zachodnie. Naukowej formalizacji pogląd ten doczekał się w połowie XIX wieku w pracach jankeskiego antropologa Lewisa Henry'ego Morgana (1818-1881), obecny był jednak w światopoglądzie ludzi Zachodu co najmniej od początku epoki nowożytnej i wielkich odkryć geograficznych.    

Wartości cywilizacji bronionej przez konserwatyzm

Konserwatyści we własnym mniemaniu występują w obronie „cywilizacji” przed „barbarzyństwem” a nawet „zdziczeniem”, to ostatnie kojarząc zazwyczaj z rewolucjami i wywoływanym nimi chaosem. O wartościach których wehikułem jest cywilizacja zachodnia za obroną której argumentują konserwatyści, pojęcie dają nam choćby tak rozpoznawani przedstawiciele tego nurtu w naszych czasach jak Jean Raspail (1925-2020) czy Roger Scruton (1944-2020): są to ładne obrazy, elegancko podane i spożywane potrawy, dobre maniery i etykieta towarzyska, elegancki strój, tradycyjna architektura, subtelne salonowe konwersacje, bogate biblioteki i księgozbiory, kunsztowna muzyka i poezja etc. Konserwatywny niemiecki muzyk Josef Klumb (ur. 1968) uznał tradycyjny katolicyzm za świetnie komponujący się z markowymi skórzanymi rękawiczkami i dobrej marki cygarami i whisky. Wspomniany J. Raspail uznał monarchizm za atrybut współczesnego dandysa.

Konserwatyści będą się oczywiście zarzekać, że w ich filozofii politycznej nie chodzi spożywanie wina z eleganckiego kieliszka, siedząc w garniturze w skórzanym fotelu, w salonie w towarzystwie dam, tylko o postplatoński ideał katolickiego ładu jako zamysłu Boga o świecie lub o ewolucyjny i organiczny charakter zmiany społecznej. Wyżej wskazałem jednak nie na treść filozofii politycznej konserwatyzmu, tylko na jego wartości. Jeśli ktoś nadal upierałby się co do utrzymania konserwatywnych wartości w obszarze konserwatywnej filozofii politycznej, to może skorygować sobie moją tezę ze wskazania na „wartości konserwatyzmu” na wskazanie na „materialno-kulturowe wartości konserwatyzmu” lub „materialno-kulturowe przejawy wartości konserwatywnych”.

Powstanie i treść cywilizacji bronionej przez konserwatyzm

Istotne jest jednak dla tego wywodu, że system takich właśnie a nie innych wartości wpisał się w doktrynę konserwatywną w bardzo konkretnym, społeczno-historycznym kontekście jej powstania. Pierwocin myśli konserwatywnej doszukać się można jeszcze przed falą liberalnych rewolucji, która wezbrała w Europie u schyłku XVIII wieku. Przedmiotem krytyki tego przedrewolucyjnego protokonserwatyzmu były narastające od XVII wieku absolutyzmy i towarzyszące im przemiany społeczne i cywilizacyjne.

Najogólniej ujmując, rozpad średniowiecznej wsi i krzepnięcie państwa w epoce nowożytnej umożliwiają rozwój miast z jednej a wielkich majątków ziemskich z drugiej strony. Miasto z jednej a majątek ziemski z drugiej strony niejako „kanibalizują” wiejskie społeczeństwo Średniowiecza, które było też w pewnym sensie społeczeństwem „bezpaństwowym” - spajały je nie abstrakcyjne więzy prawno-formalne ale więzi osobiste.

Zwróćmy uwagę, że proces ten przemienia dogłębnie czy wręcz przeistacza dawne rycerstwo. W Średniowieczu rycerz funkcjonował w anarchicznym środowisku socjopolitycznym, w zamian za posługę orężną mając prawo do redystrybucji na swoją korzyść pewnej części dochodu z danej ziemi. Wraz ze wzrostem nowożytnego państwa, średniowieczną anarchię zastępuje ład z państwowym monopolem na przemoc. Orężna posługa rycerza traci na znaczeniu wobec powstania państwowych armii, policji i wymiaru sprawiedliwości. Prawo własności zastępujące średniowieczne prawo do dochodów z ziemi pozwala na zagarnięcie gruntów wiejskich.

Epoka nowożytna rodzi figurę obszarnika-posiadacza, żyjącego z pracy innych a nie pełniącego żadnej funkcji społecznej w spełnianiu której nie dałoby się go zastąpić. Obszarnicy są „klasą próżniaczą”, prowadzącą życie gnuśne, bezczynne i komfortowe. Polskim piewcą takiego życia był nieprzypadkowo żyjący właśnie w epoce nowożytnej Mikołaj Rej (1505-1569). Taki styl życia dał przestrzeń dla rozwoju wrażliwości i talentów, które nie miały warunków do rozkwitu w anarchicznym świecie Średniowiecza: dbałości o piękno własne i swojego dobytku, pielęgnacji dobrych manier i rozwoju sztuki użytkowej, ćwiczenia sztuki pięknego mówienia i pisania; poezji, literatury i filozofii, wysubtelnienia gustów kulinarnych i estetycznych itd.

Klasa ziemiańska wzrastała w epoce nowożytnej, pożerając tradycyjną wieś i pasożytując na nowożytnym państwie. Prądy historyczne które wyniosły ją na powierzchnię, napędzały jednak również żywiołowy rozwój miast. Te ostatnie były oczywiście bardziej dynamiczne niż majątki ziemskie, toteż szybko zrodzona w miastach inteligencja zaczęła odbierać ziemiaństwu kierownictwo polityczne (powstanie proto-merytokratycznej „szlachty urzędniczej”, w epoce nowoczesnej znoszenie barier stanowych) które ta odziedziczyła po swoich heroicznych rycerskich przodkach, zrodzona zaś w miastach plutokracja odbierać jej kierownictwo w gospodarce i dominację majątkową w kraju (rozwój kapitalizmu).

Konserwatyzm rodzi się więc w epoce nowożytnej kontestując jeden z wymiarów dokonujących się w niej przemian, jego narodziny stały się jednak w ogóle możliwe właśnie dzięki tym przemianom i korzystał on z innego jej aspektu: konserwatyzm żywił się powstaniem klasy obszarniczej, próbował jednak powstrzymywać rozwój miast, kapitalizmu i nowoczesnego państwa. Wartości konserwatywne są więc pewnego rodzaju szumowiną nowożytnych przemian a styl życia który konserwatyści uznają za modelowy był w istocie zwyrodnieniem organizmu społecznego.

Konserwatyzm jako dekadencja

Antysystem dąży do zniesienia liberalizmu, czyli do przezwyciężenia dekadencji, w imię odrodzenia Natury. To, co naturalne, jest tym co funkcjonalne dla danego etnosu w środowisku jego życia. Wartości konserwatyzmu nie reprezentują zaś tego co naturalne, tylko zwyrodnienie, deformację i groteskowe przerosty elementów funkcjonalnie zbędnych lub wręcz obciążających i szkodliwych. Porządki tradycyjne to takie, w których panują warunki swobodnej aktualizacji potencjału tego, co dla danego ludu naturalne. Niekoniecznie są to zaś warunki sprzyjające hipertrofii tego, co zachodni konserwatyści uznają za „cywilizację”.

„Cywilizacja”, tak jak rozumieją ją konserwatyści, reprezentuje bowiem w istocie dekadencję. Dekadencja, jak uczy nas Nietzsche, oznacza dystans wobec Natury. Chodzi tu zarówno o dystans wobec dzikiej przyrody, jak i dystans wobec swej własnej natury – wobec pobudzających do życia instynktów. To pierwsze powoduje przy tym to drugie. Cywilizacja wartościowana przez konserwatystów przeciwstawiana jest przez nich „dzikości” i „barbarzyństwu”, Naturę starając się zastąpić kulturą.

Ziemiański arystokrata żyje otoczony służbą, co sprawia że zanikają u niego najbardziej elementarne instynkty i nie potrafi samodzielnie zaspokoić swoich podstawowych potrzeb życiowych – choćby przygotować sobie posiłku czy samodzielnie pomnażać i bronić swojego dobytku. Wśród ziemiańskich kobiet zanika nawet instynkt macierzyński, bowiem swe własne dzieci oddają one do wykarmienia mamkom. Religia chrześcijańska wyniszcza wśród „warstw kulturalnych” instynkt rozmnażania się, akt płciowy zredukowany zostaje bowiem do czysto technicznego „obowiązku małżeńskiego”, popęd płciowy mężczyzna zaspokajać ma natomiast w burdelu a kobieta tłamsić go w sobie. 

Strach konserwatystów przed Życiem

Konserwatywny prezydent Andrzej Duda w jednym ze swych wystąpień przestrzegł przed zagrożeniem dla cywilizacji zachodniej jakie stwarza istnienie „surowych reżymów”, wymieniając Rosję i Chiny, mając zaś zapewne na myśli też niezależne od Zachodu państwa islamskie i niezwesternizowane ludy innych regionów świata. Konserwatyści usposabiając się wrogo wobec ośrodków niezachodnich, usposabiają się w istocie wrogo wobec tego co jest dla nich „barbarzyństwem”: życiem poza „kryształowym pałacem” zachodniej cywilizacji liberalnej, w warunkach wymagających pielęgnowania naszego naturalnego potencjału, nie pozostawiających zaś zbyt wiele przestrzeni dla wartości w rodzaju „jedzenia plastra szynki na liściu sałaty ze srebrnego półmiska” czy prowadzenia wolnej, otwartej i racjonalnej debaty w parlamencie.  

Nawet gdy weźmiemy za punkt odniesienia wysoce stechnicyzowane i zorganizowane społeczeństwa azjatyckie lub opływające w bogactwa kraje Zatoki Perskiej, wciąż zachowują tam znaczenie patriarchat, autorytet, wspólnotowość, męskość oparta na odwadze, sile fizycznej, honorze i umiejętnościach (islamistyczni bojownicy i rewolucjoniści wywodzą się często z uprzywilejowanych majątkowo klanów Arabii), komfort zajmuje zaś nieporównanie niższą pozycję na drabinie wartości niż choćby praca. W bardziej tradycyjnych krajach jak Afryka, Kaukaz, Azja Centralna czy Meksyk stałymi elementami życia społecznego są zaś wojna, klanowość i anarchia. Nawet w Ruskim Świecie inny jest stosunek wspólnoty do ludzkiego indywiduum, inna jest pozycja władzy, inne postrzeganie czasu, a nawet inaczej wygląda tamtejsze chrześcijaństwo z Kościołem wzywającym do „świętej wojny” za zachodnim satanizmem na Ukrainie.

Zachodni konserwatyści tego wszystkiego się boją. Przeniesienie takiego „barbarzyństwa” na Zachód lub nawet uzyskanie przez takie „żyjące w stanie Natury” społeczeństwa przewagi nad liberalnym Zachodem zagrażałoby bowiem strefie komfortu o której marzą w ramach swojej filozofii politycznej. Świetnie zilustrował to J. Raspail w swojej głośnej powieści „Obóz świętych”(1973), gdzie zachodnią cywilizację komfortu i wyrafinowania niszczą „dzikusy” zza morza. Nie inaczej identyfikował zagrożenia R. Scruton w swojej książeczce „Zachód i cała reszta” (2002), gdzie z kolei źródłem niebezpieczeństwa są islamscy „barbarzyńcy”.

Liberał, zdaniem zachodniego konserwatysty, podmywa fundamenty świata w którym można mieszkać komfortowo w swojej wiejskiej posiadłości, kosztować alkohol i inne wykwintne potrawy, parać się filozofią i literaturą, zachwycać się pięknem i kontemplować muzykę, jeździć konno i polować, oddawać się w parlamencie debatom z wykształconymi gentlemenami a w salonie subtelnym konwersacjom z kulturalnymi damami, nosić eleganckie garnitury itd. Liberał zna jednak i może nawet cenić te wszystkie wartości, nie doceniając jedynie ich fundamentów w postaci religii, tradycji i przesądu, uniwersytetu, monarchii itd. Barbarzyńca jest tymczasem kimś zupełnie „z zewnątrz” - wartości cywilizacji zachodniej nie zna, nie rozumie ich ani nie podziela, traktując je zazwyczaj czysto rabunkowo.

Antysystem jako palingeneza

Antysystem można by podzielić na „poza-System” (sprzeciwiające się zachodniemu liberalizmowi ośrodki niezachodnie) i „kontr-System” (kontestację liberalizmu na samym Zachodzie). Jak wyżej wspomniałem, „poza-System” to dziś realnie Ruski Świat, Zhōngguó i strefa jego oddziaływania cywilizacyjnego, islamska umma oraz niezwesternizowane ludy różnych części świata. Na samym Zachodzie „kontr-System” to środowiska przeciwstawiające się państwowej technokracji i korporacyjnemu kapitalizmowi oraz promowanej przez nie ideologii liberalnej, występujące z pozycji  „pracujących autochtonów”. Wskazałem już, że postawy życiowe w „poza-Systemie” nie licują z ideałem zachodniej cywilizacji, co do którego zachodni konserwatyści przekonani są, że zachowanie jego depozytu w możliwie nieuszczuplonym stanie wymaga przede wszystkim pielęgnowania go przez społeczną elitę, zachodni postępowcy uważają zaś, że powinniśmy pogodzić się z ceną nawet pewnego uszczuplenia depozytu cywilizacji, dla upowszechnienia jej osiągnięć wśród wszystkich.

Jeśli chodzi o Antysystem wewnątrzachodni czyli „kontr-System”, to jego historycznych antecedencji można by doszukiwać się wśród raubritterów, hajduków, opryszków, zbójów, kleftów, hajdamaków, w antyfeudalnych ruchach chłopskich, antyobszarniczych ruchach niewolników i chłopów pańszczyźnianych, ruchach luddystów i stronnictwach agrarnych, ruchu Lebensreform, ruchach neopogańskich i völkistowskich, antyliberalnych rewolucjach pierwszej połowy XX wieku, ruchach antykolonialnych i antyrasistowskich, Nouvelle Droite/Neue Rechte i Alt-Right. Esencję filozofii i postawy politycznej wewnątrzachodniego kontr-Systemu oddają nazwiska Nietzschego i Sorela.

Jak łatwo zauważyć z tej wyliczanki, akces do Antysystemu na Zachodzie polegał na odrzuceniu - zazwyczaj z nieskrywaną w manifestach ideowych i publicystyce pogardą – wartości cywilizacji zachodniej w postaci „pięknego życia w komforcie”, którym pospołu hołdują zachodni konserwatyści i liberałowie. Zachodniemu ideałowi „życia w komforcie” antysystemowcy przeciwstawiają aryjski ideał „życia heroicznego”. Heroizm w ideale aryjskim jest drogą twórczości, wyraża się w nim zaś piękno – rozumienie piękna w zachodnim Antysystemie jest więc zupełnie odmienne niż w zachodnim konserwatyzmie.

Jest wręcz zupełnie inne niż w zachodniej cywilizacji, nietrudno bowiem chyba dostrzec, że zachodni Antysystem jest zachodnim „Barbarzyństwem”- odwróceniem się od sztuczności zachodniej cywilizacji, by odrodzić etnosy Zachodu w bardziej naturalnych dla nich sposobach życia. Aryjski ideał heroiczny wyrażany bywał wprost – postulatem odrodzenia ducha wojownika, obecnie występuje w niektórych nurtach „manosfery” jako ideał odrodzenia męskości. Bywał też wyrażany hasłami „pracy”, „państwa opartego na pracy”, „samoorganizacji pracujących”, „komun pracowniczych”, „dyktatury proletariatu”itp. Niezależnie od rozłożenia akcentów, wyrażał się tu ten sam Duch ludów indoeuropejskich. Ideał heroiczny wyrażający się hasłami zarówno tożsamości etnicznej, walki jak i pracy dobrze widoczny był m.in. we francuskim ruchu Gilets jaunes, w publicystyce prefigurującego go Alaina Sorala, w bardziej efemerycznych zjawiskach takich jak jankeska „Traditionalist Workers Party”.

Gdybyśmy mieli tu wskazać zestaw powracających w zachodnich środowiskach antysystemowych motywów, to w zbiorze tym znalazłyby się: chodzenie na siłownię, ćwiczenie sportów walki, osadzenie w klasach pracujących i niechęć do kapitału oraz rentierów, tożsamość etniczna a często też regionalna i niechęć do globalizacji oraz imigracji, patriotyzm europejski i odrzucenie „wojen pomiędzy Europejczykami”, patriarchalna rodzina i wyraziste ojcostwo, niechęć do miast, przemysłowej produkcji żywności i zmechanizowanego rolnictwa, tęsknota za przeprowadzką na wieś, marzenie o samowystarczalności żywnościowej i gospodarczej, zainteresowanie surwiwalem a często też surwiwalizmem i zbrojeniem się, praktycznie zawsze zainteresowanie kształceniem domowym, alternatywnymi obiegami informacji i alternatywną gospodarką, niechęć do państwowego poboru, kapitalistycznych mediów i sieci handlowych, czasem wyraźne tendencje anarchiczne. Można by tu wymienić ruch „milicji obywatelskich” w USA, pewne kontrowersyjne subkultury z UK lat 1980. schodzące do poziomu podziemia politycznego, gangi motocyklowe w Ameryce Północnej i zachodniej Europie (np. te animowane obecnie we Francji przez Serge'a Ayouba) a nawet pewne nurty polskiego ruchu bushcraftowego odwołujące się do „wilczej” symboliki, których nazw nie będę tu jednak przywoływał, gdyż ich adepci mogą sobie tego nie życzyć.

Jak widać, antysystemowy ideał neomaskulinistyczny/aryjski/sarmacko-scytyjski/eurazjatycki jest czymś gruntownie różnym od słuchania chorału gregoriańskiego w skórzanym fotelu i z cygarem w ustach. Możemy tu powiedzieć, że ideał zachodniego kontr-Systemu – nawet jeśli wyobrazić by go jako muskularnego robotnika po pracy czytającego Hegla lub oglądającego filmy Dowżenki (czy aż tak bardzo różniłby się on od literackiego Conana, w wolnych chwilach studiującego nauki wschodnich mędrców?) - to ideał heroiczny, tak więc ideał „barbarzyński”.

Na rozstaju dróg ku Nadczłowiekowi i ostatniemu człowiekowi

Użyteczne będzie tu dokonane przez Nietzschego rozróżnienie na „nadczłowieka” i „ostatniego człowieka”. Nieco upraszczając, nadczłowiek to ten, kogo kultura nasila twórczy potencjał jego natury, nasila jego Wolę Mocy, czyni jego życie intensywniejszym i bujniejszym. „Ostatni człowiek” to z kolei ktoś spętany abstrakcjami i sztucznością, kogo kultura nie intensyfikuje w nim Życia ale je osłabia, wytłumia i niewoli, przez to zaś je deformuje – Życie jest w „ostatnim człowieku” chore, skarlałe, cherlawe i zniekształcone. „Ostatniego człowieka” można by zilustrować obrazem ubranej w krynolinę i perukę arystokratki, która nie jest w stanie samodzielnie zdjąć swego stroju, załatwić potrzeb fizjologicznych i co chwilę mdleje z niedotlenienia.

Sami konserwatyści zapewne się z tym nie zgodzą, ich ideał „kultury” i „cywilizacji” jako „wykraczających poza Naturę” (czyli w istocie Jej zaprzeczających) jest ideałem „ostatniego człowieka”. Konserwatyzm bierze sobie za ideał formację społeczną, będącą w istocie „nieadaptacyjną” mutacją organizmu społecznego, czy też – ujmując rzecz w kategoriach progresywno-linearnych - „ślepą uliczką historii”. Jako taki, konserwatyzm tradycjonalistyczny jest „niemożliwą permutacją cywilizacji zachodniej”, bowiem powrót ziemiańskiej arystokracji i jej nadbudowy politycznej to fantazja bez szans urzeczywistnienia – było to bowiem unikalne zjawisko historyczne, wyrastające z nie dającego się odtworzyć splotu okoliczności historycznych. Samo zresztą założenie, że piastunem kultury ma być społeczna elita, pozostała zaś część etnosu to „bezkształtna masa” którą dopiero należy „wychować” do kultury ujawnia głęboko nienaturalny, konstruktywistyczny i kompradorski charakter światopoglądu konserwatywnego.

Dla nas – Antysystemu-Barbarzyńców konserwatywne wartości w postaci kultury którą chcą pielęgnować konserwatyści nie są żadnymi wartościami. Zamiast życia komfortowego (gnuśnego) chcemy życia heroicznego (twórczego), którego nieodłącznym rewersem jest niebezpieczeństwo i cierpienie, wiemy bowiem że nieodłącznym wymiarem życia jest jego tragizm – mężczyzna nie dąży do tego, by żyć długo i „dobrze”, lecz by żyć chwalebnie, godząc się zapłacić za chwałę cenę w postaci blizn i wczesnej śmierci.

Mówiąc bardziej obrazowo, od koncertu w sali koncertowej lepszy jest koncert ptaków w lesie i własny śpiew towarzyszący nam w życiu codziennym (nieprzypadkowo społeczeństwa tradycyjne uważają nazywane „mową ptaków” śpiew i poezję za pramowę ludzkości). Od galerii malarstwa – piękny krajobraz. Od przeżywania cudzego życia w literaturze czy filmie – życie pełnią życia, doświadczanie pełni możliwości swojego ciała, budzenie swoich zmysłów, docieranie do najgłębszych warstw swojej osobowości.

Japoński pisarz Yukio Mishima (1925-1970) zaczynał jako człowiek cywilizacji (zachodniej) – zaczynał jako człowiek Słowa. Spełnił się jednak jako Barbarzyńca – wszedłszy na drogę Ciała; w eseju „Słońce i stal” pisze, że udaje mu się „uchwycić” Życie, doświadczyć Życia na drodze wysiłku i bólu, gdy do granic możliwości napręża swoją wolę, mięśnie, płuca itd. Mishima, by doświadczyć Życia, musiał poczuć cierpienie – wysiłek i ból. Największym doświadczeniem Życia stały się zaś dla niego heroiczne działanie i heroiczna śmierć w chwale; zginął jak Mężczyzna-Barbarzyńca, na ołtarzu chwały składając swoje życie. Przed śmiercią oskarżał cywilizację, że odrywając go od Natury (dzieciństwo spędził zamknięty przez swoją babkę-arystokratkę w pokoju bez światła słonecznego i czystego powietrza), zdeformowała, wpędziła w chorobę i okaleczyła jego młode Życie – mężczyzna bowiem powinien zaczynać od doświadczenia Ciała, po nim dopiero doświadczając Słowa.

Osadzeni w różnych światach

Mam wśród znajomych wielu antysystemowców pragnących osadzić się w tradycji konserwatywnej. Niektórzy z nich wywodzą, że konserwatyzm powinno się uznawać za bardziej umiarkowaną i rozrzedzoną formułę tradycjonalizmu, który niewątpliwie wypada już poza polityczne spektrum systemów liberalnych. Zachęcam ich do przemyślenia swojej identyfikacji politycznej pod kątem tego, jaki model życia społecznego uważa się za „naturalny” w konserwatywnej filozofii politycznej. Zidentyfikowanie tego konserwatywnego ideału, pozwala nam łatwo odpowiedzieć, dlaczego konserwatyści w obliczu konfliktów liberałów ze światem Tradycji – wbrew rzekomej ciągłości między konserwatyzmem a tradycjonalizmem – zawsze popierają liberałów i cywilizację liberalną.

Konserwatyzm fetyszyzuje pewien fenomen w cywilizacji zachodniej w postaci nowożytnych elit ziemiańskich, żyjących już w zasadzie w warunkach nowożytnego państwa. Antysystem to nowe Barbarzyństwo. Czyli pielęgnowanie i wychowanie (się) do męskich cnót koniecznych do życia w warunkach anarchii. No i lekkie przesunięcie w kierunku anarchii – demontaż nowoczesnego państwa „opiekuńczego” i możliwych dzięki niemu technokratycznych molochów kapitalizmu, by odrodzić się mogły bardziej naturalne formacje i stosunki społeczne. Nawet bowiem gdy przyjrzymy się Rosji czy niepodległej Korei (gdzie „wszystko jest w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”), to do życia w tych „surowych reżymach” potrzebne są cnoty i postawy bardziej męskie, niż w dążącej do eliminacji (czy w każdym razie do zepchnięcia w cień) tragizmu życia cywilizacji zachodniej.

Poparcie przez konserwatystów cywilizacji liberalnej nie jest więc przypadkiem, wynikającym z politycznego oportunizmu, słabości intelektualnej lub duchowej, czy wreszcie braku osi ideowej lub nietrzymania się jej  przez danego konserwatystę, lecz wynika z samych źródeł i esencji doktryny konserwatywnej. Reprezentuje ona coś, co jest nienaturalne, zdegenerowane i jako takie niewarte obrony. Antysystem jako „powrót do Natury”reprezentuje w oczach konserwatysty Barbarzyństwo, archaiczną Męskość, młodość rasy, jako taki zaś jest czymś obcym, budzącym strach i wrogość. Osadzeni więc jesteśmy niejako „w różnych światach”.